MEN znów "majstruje" przy ustawie!

Mamy dziś „idealne” prawo oświatowe, odnoszące się do edukacji domowej. Problemy z opiniami poradni psychologiczno-pedagogicznych czy z końcowym terminem dla składania wniosków to przecież „żadne” problemy, prawda”?! Zastanawiam się więc, w jakim celu Ministerstwo znowu „majstruje” przy ustawie? Przeczytajcie Państwo analizę nowego (z tego roku) projektu nowelizacji ustawy, jakiej dokonał mój mąż.

* * *

Mimo pozorów bezpieczeństwa, płynącego z optymistycznego założenia o stabilności przepisów polskiego prawa oświatowego (Ileż razy można je przecież zmieniać!?), wszyscy rodzice i sympatycy edukacji domowej winni, mimo „rajskości” czasu wakacji, rozważyć zorganizowanie wspólnej (bez indywidualnego czy grupowego działania „na wyprzódki”) akcji przeciwko kolejnej nowelizacji ustawy o systemie oświaty, zaprojektowanej przez MEN, która może skutkować następnymi negatywnymi konsekwencjami dla obecnych i przyszłych rodzin e.d. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnią – z 2009 roku – nowelizację przepisów. Miała ona w ogóle nie być szkodliwą, np. w swej części odnoszącej się do wymaganej „opinii poradni p-p”, a okazało się, że problemów przyniosła wiele, niektóre zaś bardzo poważne!

Przed wyborami wielkiego zagrożenia wprowadzeniem tej nowelizacji Ustawy może już nie ma, jednak później jej projekt może być niestety dalej forsowany (całość tekstu projektu wraz z uzasadnieniami są do znalezienia na internetowej stronie MEN).  

Swój nowy projekt nowelizacji ustawy MEN przekazało najpierw (z datą 9 marca br.) do „uzgodnień międzyresortowych, partnerów społecznych oraz związków zawodowych”- pomijając jak zwykle oba nasze stowarzyszenia – a następnie (z datą 12 maja 2011 r.) skierowało ów projekt – z drobnymi modyfikacjami – pod obrady stałego komitetu Rady Ministrów.

W odnoszącej się do edukacji domowej części Ustawy proponuje się następujące zmiany:

1. Zmieniona zostaje numeracja zapisów: Zamiast dotychczasowego Art. 16 ust. 8.-14. (za wyłączeniem ust. 9.), w nowej wersji do e.d. będzie się odnosił Art. 16c. z ustępami: 1.-7.

2. W ustępie 1., do dotychczasowego zapisu, dodaje się formułę: [dyrektor … może zezwolić …] „oraz określić warunki spełniania tego obowiązku, z uwzględnieniem zapewnienia realizacji podstawy programowej kształcenia ogólnego”. Formalnym uzasadnieniem dla tej „innowacji” jest zapis już obowiązującego (i nie zmienianego w proponowanej nowelizacji) Art. 18. ust. 3., w następującym kształcie: „Rodzice dziecka realizującego obowiązek szkolny lub obowiązek nauki poza szkołą na podstawie zezwolenia, o którym mowa w art. 16. ust.8., są obowiązani do zapewnienia dziecku warunków nauki określonych w tym zezwoleniu.” Pytanie, na które MEN nie udziela żadnej odpowiedzi, brzmi: A w jakim celu wprowadzono w tekście Art. 18. poprzedniej nowelizacji ów zapis o „warunkach nauki określonych w zezwoleniu”, skoro Art. 16. o żadnych takich „warunkach” nie stanowił?! Czy to tylko „pisarska pomyłka”?! A może to premedytowane przygotowanie dla „kolejnego kroku” przeciwko „bzdurze” lub „szkodliwości” edukacji domowej!? Nawet jeśli pominiemy odpowiedź na pytanie o motywacje towarzyszące tej zmianie przepisów, a więc o jej przyczyny, z braku możliwości dotarcia do nich („twórcy” z MEN „pary” przecież nie puszczą), to nieusuwalnym pozostaje pytanie o potencjalne konsekwencje wdrażania tego przepisu w życie. Nie trzeba paranoicznej wyobraźni, by zauważyć, że, wobec braku jakichkolwiek ograniczeń w tym względzie, „psioogrodnicza” kreatywność co najmniej części dyrektorów szkół doprowadzi ich do takich roszczeń, jak: „specjalistyczne wykształcenie nauczycielskie osób nauczających dziecko edukacji domowej dla każdego nauczanego przedmiotu z osobna”, „posiadanie w domu w pełni wyposażonych: laboratorium chemicznego, sali gimnastycznej, …”, itd., itp. Samo MEN zapis: „może określić warunki” interpretuje w swoim Uzasadnieniu do projektu nowelizacji już jako: „nałożenie na dyrektora obowiązku określenia tych warunków”. Zresztą, jak pokazuje krótka historia współczesnej polskiej e.d. (już tak raz było!), kolejnym krokiem MEN „na drodze postępu” może być zastąpienie orzeczenia modalnego w postaci: „może określić”, orzeczeniem prostym: „określa”, tj. ma obowiązek to zrobić!

3. Najprawdopodobniej „wypsnęło się” biurokratom z MEN, przy pewnych interpretacjach korzystne, sformułowanie zawarte w ust. 3. Art. 16c., iż dziecko e.d. „otrzymuje promocję do klasy programowo wyższej w danej szkole lub ukończy szkołę po zdaniu egzaminów klasyfikacyjnych z zakresu części podstawy programowej obowiązującej na danym etapie kształcenia, uzgodnionej na dany rok szkolny z dyrektorem szkoły …”. W ten sposób rodzice e.d. będą mogli wnioskować o zaliczenie danego etapu kształcenia (a zatem klas I-III, IV-VI, gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej) w innym trybie egzaminacyjnym, aniżeli „rok po roku”. Oczywiście MEN nie wymyśliło tego rozwiązania „dla” rodzin e.d., a wprowadziło je wskutek dostrzeżenia braku wskazania na możliwość ukończenia nie tylko poszczególnych klas, ale i całego etapu kształcenia, braku tkwiącego w dotychczasowym zapisie ustawy. Problem dla MEN polega tutaj na … niekompetencji (niezręczności) językowej jego urzędników!

4. Prawdziwym „novum” w Art. 16c. jest proponowany ust. 7. Powiada się w nim, iż: „Zobowiązanie, o którym mowa w ust 2 pkt. 2 lit. c, oraz obowiązek zdawania egzaminów w celu otrzymania promocji do klasy programowo wyższej w danej szkole lub ukończenia szkoły, o którym mowa w ust. 3, nie dotyczy  uczniów z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym lub znacznym. W przypadku tych uczniów o otrzymaniu promocji do klasy programowo wyższej lub ukończeniu szkoły decyduje rada pedagogiczna szkoły na podstawie dokumentacji przebiegu nauczania.” Domniemania mogą tu pójść w różnych kierunkach. Jedno z nich jest następujące: MEN ma na celu „zepchnięcie” edukacyjnej odpowiedzialności za los poważnie „upośledzonych umysłowo” dzieci na ich rodziców, jako organizatorów edukacji domowej. W ten sposób szkoły otrzymywałyby „czyste pieniądze”, nie musząc organizować żadnych egzaminów dla dzieci z takimi ograniczeniami, czy wysilać się na ich rzecz inaczej. Przy okazji i tak kontrolę nad wszystkim mają czynniki oświatowe, tu: rada pedagogiczna danej szkoły, które do żadnych „nadużyć” w tym względzie nie dopuszczą. Czyżby?!

 

Wszystkie wyżej wspomniane kwestie należy solidnie przemyśleć, czego wszystkim Rodzicom edukacji domowej życzę. Dla dobra Ich Dzieci!

  Marek Budajczak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s