Czy to nie wchodzenie "z butami"?!

W miniony poniedziałek (14.02) odbyła się debata na temat „edukacji seksualnej w szkole” zorganizowana przez „Gazetę Wyborczą” i kontynuowana na jej łamach do końca tygodnia.

Jej promotorzy i uczestnicy, interpretując wyniki sondażu przeprowadzonego dla portalu GazetaEdukacja.pl, podnosili różne, ważne ich zdaniem, kwestie. Znalazły się wśród nich m.in. marginalizacja „wychowania do życia w rodzinie” w ramach programu szkolnego, poglądy i postawy gimnazjalistów i ich rodziców wobec szkolnego nauczania o seksie, a nawet zasadność tego nauczania w ogóle, w konfrontacji z polską rzeczywistością.

Po raz kolejny dowiadujemy się, że polscy rodzice są zacofani, stąd potrzebują pomocy specjalistów, dysponujących rzetelną „naukową” wiedzą na „te tematy”. Rodzice tak naprawdę to jedynie prymitywne reproduktory, dostarczające „fachowcom” ludzki materiał do „rzetelnego” nauczania. Wskazuje się w dodatku na to, że rodzice masowo pozbywają się swojej odpowiedzialności w tym względzie, chętnie spychając ją na szkolnych „ekspertów”. Jeśli tak, to gdzie leży problem? Niech rodzice sami decydują, czy chcą dla swojego dziecka „takiej edukacji”.

Jednak dalekosiężne plany „jaśnie uświadomionych” rzeczników „takiej” edukacji stawiają rodzicielskiej „samowoli” słuszną tamę: Przecież większość (oczywiście postępowych) krajów Europy prowadzi taką „naukową” edukację już dla małych dzieci i czyni ją obowiązkową. A my znów w kołtuńskim tyle! Skutkiem tego jest brak wiedzy Polaków o technikach satysfakcjonującego współżycia, np. homoseksualnego (że przypomnę ulotki „udostępnione” w 2005 r. krakowskim podstawówkowiczom), o  „dobrodziejstwach” antykoncepcji, która nie niesie z sobą żadnych skutków ubocznych, a także o skutecznym zabezpieczaniu się przed chorobami przenoszonymi „wiadomą” drogą przy współżyciu z przypadkowymi partnerami, co jest dziś zwyczajną przecież sprawą!

W dyskusji tej nie pojawia się niestety nie tylko odpowiedź, ale nawet samo pytanie o powody, dla których rodzice nie rozmawiają z dziećmi na „te tematy”?! Może to wcale nie niewiedza?

Może odpowiedź tkwi w zdroworozsądkowym pojęciu „intymności”? Na 9. pozycji wśród szczegółowych treści kształcenia w podstawówkowej podstawie programowej dla WDŻ-etu znajdujemy sformułowanie: Prawo człowieka do intymności i ochrona tego prawa; postawy asertywne. Być może rodzice, sami odczuwając potrzebę poszanowania dla własnej intymności, rozumieją tę samą potrzebę u swoich dzieci!?

Jeśli tylko 33% gimnazjalistów (patrz wyniki sondażu) uważa zajęcia z „seksu” za konieczne, to dlaczego ich do tego zmuszać? Niech nie tylko rodzice, ale i sami uczniowie mają prawo o tym decydować!

Jak dotąd brak naukowych dysput na „te tematy” w zwykłych rodzinach nie doprowadził do demograficznej zapaści. Młodzi ludzie w kolejnych pokoleniach jakoś sobie z tym nieuświadomieniem radzą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s