Pierwsi w edukacji domowej- reportaż

dnia

// <![CDATA[
DgoPrepare('WindowLoginForum', '

Zaloguj się

E-mail OnetHasło

Niepoprawne dane

Objaśnienia 
Loguj się bezpiecznie  Zapomniałem hasła

‚, 0, 1, 1, ‚”Anuluj”:”none”‚, 0)
// End
// ]]>

Od lat na wojnie

26.12.2008.    Panorama Leszczyńska
„Izabela i Marek Budajczakowie z Ponieca od trzynastu lat udowadniają państwu, że nie skrzywdzili córki i syna. Wbrew wszystkim nie posłali dzieci do szkoły

Wicedyrektor szkoły mówiła wprost: „oddajcie nam nasze dzieci”,dyrektor gimnazjum zabronił Emilii i Pawłowi przychodzić na lekcje religii, a burmistrz próbował nałożyć grzywnę na rodziców. Dzieci niepokornych rodziców były nawet pomawiane o związki kazirodcze.Wszystko przez to, że jako pierwsi w Polsce zdecydowali się na edukację domową.

Krzywda była

Historia zaczęła się w 1994 r. Dr Marek Budajczak, pracownik dydaktyczno – naukowy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, usłyszał o edukacji domowej prowadzonej w USA i Wielkiej Brytanii. W tym czasie także polskie przepisy dopuszczały taką możliwość. 

– Jako ufny obywatel poszedłem po wskazówki do kuratorium oświaty w Lesznie. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem, że chcemy z żoną skrzywdzić dzieci – opowiada dr Marek Budajczak. – Potem słyszeliśmy to na każdym kroku.

W 1995 r. zdeterminowani małżonkowie dopięli swego. Dyrektor szkoływ Poniecu pod pewnymi warunkami wyraził zgodę, by rozpoczęli edukację domową ośmioletniego Pawła i dziewięcioletniej Emilii. Tak zaczęła się ich „wojna trzynastoletnia” z systemem oświaty w Polsce.

– Miałem informacje od nauczycieli, że te dzieci są odizolowane od rówieśników, że siedzą ciągle w domu – po latach wspomina Bolesław Lipowicz (60 lat), emerytowany dyrektor Szkoły Podstawowej w Poniecu.– Moim zdaniem im działa się krzywda. Sparzyłem się na historii Budajczaków i drugi raz nie wyraziłbym nikomu zgody na edukację domową. Miejscem do nauki dzieci jest szkoła.

W domu mieli luksus

Na zewnątrz trwała wojna o dzieci, tymczasem w pokoju na poddaszu starej kamienicy w Poniecu Emilia i Paweł pobierali lekcje od mamy i taty. Korzystali z podręczników szkolnych, by realizować podstawę programową i móc zaliczyć narzucone przez dyrektora roczne egzaminy sprawdzające wiedzę. Przede wszystkim jednak poznawali świat od zarania dziejów.

Sięgali po książki i albumy o malarstwie, rzeźbie, muzyce. Uczyli się języka włoskiego (najpierw pani Iza sama uczyła się wieczorem, by rano przekazać dzieciom kolejną lekcję) i angielskiego. Oprócz trygonometrii i biologii domowi uczniowie poznawali biografie znanych ludzi, mitologie kilku kontynentów, filozofię, grekę i łacinę.

– Było też sporo zajęć praktycznych. Po deszczu szukaliśmy tęczy, wieczorami odnajdowaliśmy na niebie Małą Niedźwiedzicę czy Kasjopeę – wspomina Izabela Budajczak. – W jesienny poranek jechaliśmy do lasu na lekcję biologii i zbieraliśmy grzyby.

Do jednego przedmiotu małżonkowie zaangażowali nauczycielkę.

– Uczyłam Emilię i Pawła gry na prawdziwych instrumentach, które kupowali im rodzice. No, dzieci w szkole nie miały takiego luksusu – przyznaje Irena Danielczak (63 lata) z Drzewiec, emerytowana nauczycielka.

Grozili im kajdankami

Pierwsze dwa egzaminy kończące rok szkolny Emilia i Paweł zdali bezproblemu. Po długiej walce z ich ojcem dyrektor Lipowicz skapitulował –o egzaminach mieli, zgodnie z prawem, decydować rodzice.

Ale były inne szykany. Nauczycielka mówiła pozostałym uczniom, że młodzi Budajczakowie po prostu nie chcą chodzić z nimi do szkoły. Gdy Emilia przychodziła na lekcje religii, koledzy odsuwali się od niej.Krążyła też wśród nauczycieli plotka, że dzieci dziwnie się do siebie przytulały, gdy czekały na rekolekcje. Tylko że akurat tamtego dnia na te nauki poszło tylko jedno z nich.

– Innym razem Paweł dowiedział się że „będzie siłą doprowadzony do szkoły w kajdankach” – to jedno z bardziej niemiłych wspomnień Izabeli Budajczak.

Przełomowy był 1999 r., gdy w ramach reformy w kraju wprowadzono gimnazja.

– Dyrektor Lipowicz pod koniec roku szkolnego powiadomił nas, że Emilia musi zdać egzamin kończący szkołę podstawową. To było niezgodne z prawem, poza tym miałaby za mało czasu na przygotowaniesię. Emilia nie poszła na ten sprawdzian – przyznaje Marek Budajczak.

W efekcie dyrektor anulował zgodę na nauczanie domowe.Czternastoletnia Emilia została wezwana, by rozpocząć naukę w klasie piątej, a trzynastoletni Paweł miał wrócić do klasy czwartej.   

Gdyby nie przeszkadzali

Mimo wezwań, gróźb i grzywny Budajczakowie zastosowali obywatelskie nieposłuszeństwo. Swoim rytmem prowadzili domową edukację. Nie godzilisię na urzędnicze zarządzenia, pisali kolejne odwołania i pozwy dosądów administracyjnych. Obecnie czekają na sądowe anulowanie bezprawnych decyzji dyrektora ponieckiej szkoły z 1995 r.

Dziś 22-letnia Emilia i 21-letni Paweł nie mają nawet świadectw ukończenia szkoły podstawowej. W 2007 r. zdali za to w Gdańsku amerykańską maturę, która uprawnia ich do podjęcia studiów w 2,5 tys.uczelni w USA, Anglii czy Francji. W Polsce nie mają prawa studiować nigdzie. Trwa urzędnicza przepychanka, czy można nostryfikować ich dyplomy.

– Walczymy z systemem, by zademonstrować innym, że niezależnie od trudności warto dążyć do swoich celów. Naszym zdaniem to urzędnicy wyrządzili naszym dzieciom krzywdę, jednakże my czujemy się za to odpowiedzialni – w tym temacie państwo Budajczakowie zawsze mówią jednym głosem. – Nie chcieliśmy niczyjej pomocy. Wystarczyłoby, żeby nam nie przeszkadzano…

Są tacy dzięki edukacji domowej

Nikt z rodziny nie żałuje decyzji z 1995 r. Emilia i Paweł nie rozmawiają z mediami, ale można wierzyć ich rodzicom.

– Oboje świetnie skorzystali z naszej oferty, mają szeroką wiedzę i umiejętności. Niedawno powiedzieli, że gdyby nie ta domowa edukacja, to nie byliby takimi ludźmi, na jakich wyrośli – podkreśla pan Marek.

Emilia mieszka z rodzicami, uczy małe dzieci języka angielskiego, chce doskonalić język migowy. Paweł jest wolnym słuchaczem jednej z poznańskich uczelni.

– Czasem denerwowałam się, że mąż ma doktorat, a ja nawetnie zdawałam drugi raz na studia i krótko pracowałam zawodowo. Z drugiej strony dobrze mi było w domu. W przerwach między lekcjami prałam i gotowałam, ale kotletów nigdy nie przypaliłam –  zapewnia pani Iza.

Tu jest Polska, musi być papier

– Szanuję ich decyzję, ale swoim dzieciom bym tego nie zrobiła – twierdzi Irena Danielczak. –Bo to jest Polska i tu są potrzebne polskie papiery. Nie przeczę, że te dzieci mają szeroką wiedzę, ale martwię się, czy to im pomoże w dalszym życiu?

Odmienne zdanie ma Felicja Grześkowiak, emerytowana nauczycielka, która od początku przygląda się edukacji Budajczaków.

– Ja ich podziwiam za odwagę, zaangażowanie i wysiłek. Zacałą sytuację winię system oświatowy, który w niczym im nie pomógł, awręcz szkodził niespójnymi przepisami i udowadnianiem urzędniczych racji – od lat niezmiennie uważa Felicja Grześkowiak (60 lat) z Czarkowa w gm. Poniec. – Oni nie zrobili nic złego.

MARTA KRZYŻANOWSKA-SOŁTYSIAK /fot.S.Skrobałą

Edukacja domowa to legalny w Polsce rodzaj spełniania obowiązku szkolnego i obowiązku nauki (od zerówki do końca szkoły średniej), w którym dziecko nie uczęszcza do szkoły, a uczy się we własnym domu, nauczane najczęściej przez własnych rodziców.
Aby rozpocząć edukację domową, rodzice winni złożyć u dyrektora odpowiedniej szkoły wniosek o zezwolenie na spełnianie przez ich dziecko obowiązku szkolnego lub, dla młodzieży w wieku ponadgimnazjalnym, obowiązku nauki poza szkołą.

Przepisy prawne określające zasady edukacji domowej reguluje art. 16. ust. 8. ustawy o systemie oświaty.

Dzieci uczące się w domu dobrze radzą sobie wkontaktach z innymi ludźmi (nie mają też żadnych trudności w relacjach z rówieśnikami) i są bardziej prospołecznie nastawione, niż dzieci szkolne. Wbrew wyobrażeniu, dzieci edukacji domowej nie tylko nie są izolowane w domu, ale mają więcej kontaktów z ludźmi spoza rodziny niż te, które uczą się w szkołach.
Przeciętne egzaminacyjne wyniki „domowych uczniów” są wyższe niż wynikiuczniów szkół. Wyniki w nauce są niezależne od wykształcenia rodziców.W USA jest obecnie około 3 milionów dzieci uczących się w taki sposób –W Polsce około czterdzieściorga.
Edukacja domowa czyni zadość wymogowi indywidualizacji w edukacji –każde dziecko jest unikalne i do każdego należy podchodzić na innesposoby. „

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s