Jak było?

Pomimo tego, iż „właściwa” edukacja domowa zaczyna się w momencie otrzymania na nią zgody, kiedy dziecko jest w wieku szkolnym, to jednak dla nas ważnym było przygotowanie solidnych fundamentów.

Takie fundamenty możemy zbudować, kiedy sami stoimy na solidnych podstawach. Konieczne jest stosowanie prostych zasad na codzień. Będą to: regularne pory posiłków, spacerów, snu, a także rytuały związane z tymi czynnościami. Nie ma to być jednak tępy schemat. My np. na kołysanki przerabialiśmy znane tematy muzyczne, m.in. z West Side Story. Telewizji we wczesnym wieku nasze dzieci nie oglądały (nie mieliśmy nawet telewizora – teraz mamy dwa!). Bez stałej obecności jednego rodzica w domu trudno oczywiście o kontrolę porządku dnia.

Dyscypliny się nie narzuca, dyscypliną trzeba dziecko stopniowo „zarażać”! Własny dobry przykład jest tu najlepszy. Trudno oczekiwać, że dziecko będzie czytać książki, kiedy rodzic nie czyta ich regularnie sam, ani nie czyta najpierw „dla” niego, a potem „z” nim. W taki sposób rodzi się samodyscyplina.

Jednak do niektórych rzeczy trzeba dziecko inteligentnie zmusić. Można, jak my, kazać dziecku uczyć się gry na instrumentach muzycznych, ale obok tego „uwodzić” je, pokazując różne odmiany muzyki. Nasz syn w wieku siedmiu lat na szczycie swojej listy przebojów miał: King Crimson, Edwarda Griega i Grzegorza Turnaua. Obecnie sam tworzy muzykę, choć to jego, urodzonego buntownika, trzeba było do jej uprawiania zmuszać.

Tak jak z dyscypliną, wygląda sprawa z ciekawością. Można ją stymulować, gdy sam rodzic ma pasje, które realizuje, w które wciąga także swoje dziecko. Czytanie książeczek dla dzieci, może być dla nich nużące. Zupełnie inne jest czytanie z dziećmi zapierających dech w piersiach historii ze Starego Testamentu i mitologii greckiej z rzymską. Bez tego w ogóle trudno radzić sobie z kulturą, nawet tą w wydaniu podręczników szkolnych. Kiedy „szkolne” dzieci pierwszy raz słuchały o mitologicznych postaciach antyku, nasze czytywały mity celtyckie i mezopotamskie.

Jedna inspiracja, pociąga za sobą następne. Nasza córka, z płaczem, za rodzicielskim nakazem czytająca pierwszą książkę M. Musierowicz, odkryła tę autorkę dla siebie i … przeczytała wszystkie jej książki (dotąd czyhając na każdą następną), dowiedziawszy się o jej bracie, S. Barańczaku, trafiła na Szekspira, od niego zaś przeszła do Historii Anglii, szczególnie w relacji G. M. Trevelyana.

Bez solidnych „korzeni”, żaden „kwiat” nie może się rozwinąć.

Iza Budajczak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s